Angielski dla dorosłych
W Twoim wieku nauka angielskiego? Po co Ci ten język?
Dzieci mają angielski, sport i zajęcia dodatkowe. A Ty? O tym, dlaczego własny rozwój nie kończy się wraz z dorosłością - i czy po latach przerwy naprawdę trzeba zaczynać od zera.
"Ty się zapisałaś na angielski?""A po co Ci teraz ten język?""Masz na to czas?""Przecież masz dzieci."
Czasem takie zdanie mówi ktoś obok.A czasem nikt nie musi.Potrafimy powiedzieć je sobie sami.
Bo kiedy ma się trzydzieści kilka albo czterdzieści kilka lat, lista rzeczy, które trzeba, potrafi być naprawdę długa.
Praca.Dom.Zakupy.Lekarz.Zebranie w szkole.Logopeda.Dentysta.Trening we wtorek.Angielski dziecka w czwartek.
I jeszcze trzeba pamiętać, że w piątek miała być przyniesiona do szkoły rolka po ręczniku papierowym.
Dzieci zapisujemy na angielski, bo język im się przyda.Na basen, bo warto nauczyć się pływać.Na sport, bo ruch jest ważny.Szukamy zajęć, które będą je rozwijały.
A potem patrzymy na własny kalendarz i myślimy:"A ja? Czy ja naprawdę mam jeszcze czas robić coś dla siebie?"
Tylko właściwie od kiedy rozwój ma być zarezerwowany dla dzieci?To jest pytanie, które bardzo mnie interesuje.
Bo angielski dorosłego człowieka musi czasem przejść dziwny test użyteczności.Jeżeli potrzebujesz go do pracy - w porządku.Jeżeli firma wysyła Cię za granicę - wiadomo.Jeżeli planujesz emigrację - oczywiście.
Ale co, jeśli po prostu chcesz?
Chcesz pojechać na wakacje i samodzielnie porozmawiać.Zrozumieć więcej.Obejrzeć film.Przeczytać coś po angielsku.Poznać ludzi.Zmienić kiedyś pracę.Pokazać swoim dzieciom, że mama albo tata również mogą się czegoś uczyć.
Albo zwyczajnie poczuć:"Robię coś, co rozwija również mnie."
Czy to jest wystarczający powód?Moim zdaniem tak.
"Tylko ja już chyba muszę zacząć od początku"
To słyszymy od dorosłych bardzo często."Miałam angielski w szkole, ale to było tyle lat temu...""Kiedyś coś umiałem.""Teraz chyba już nic nie pamiętam."
I tutaj pierwsza rzecz:poczucie "nic nie pamiętam" nie mówi nam jeszcze, ile naprawdę zostało.
Ktoś może przez kilkanaście lat prawie nie używać angielskiego i mieć ogromną trudność ze zbudowaniem zdania.
A potem zobaczyć:wenti pomyśleć:"No przecież. To było go - went - gone."
Usłyszeć proste pytanie i zrozumieć znacznie więcej, niż się spodziewał.Rozpoznać konstrukcję, której samodzielnie nie potrafiłby jeszcze użyć.
Dlatego w Question nie zakładamy:"Nie używasz angielskiego od szkoły = zaczynasz od zera."
Jeśli angielski już kiedyś był, najpierw robimy test poziomujący.A później rozmawiamy.
Bo test pokaże nam między innymi, co mózg nadal rozpoznaje.Rozmowa pokaże coś innego:do czego potrafisz dziś samodzielnie uzyskać dostęp i użyć tego w komunikacji.
Dopiero wtedy szukamy właściwego miejsca do dalszego treningu.
Ale czy dorosły mózg w ogóle jeszcze dobrze się uczy?
Tak.
I tutaj warto rozprawić się z jednym bardzo mocno zakorzenionym przekonaniem:że dziecięcy mózg jest od uczenia się, a dorosły właściwie już tylko korzysta z tego, czego zdążył nauczyć się wcześniej.
Tak nie działa neuroplastyczność.Dorosły mózg nadal zmienia się pod wpływem doświadczenia i uczenia się.
Badania neuroobrazowe nad nauką drugiego języka u dorosłych pokazują zmiany w funkcjonowaniu, a w części badań również w strukturze sieci mózgowych związanych między innymi z przetwarzaniem języka i kontrolą poznawczą. Jednocześnie efekty zależą m.in. od wieku, intensywności i rodzaju treningu, a wyniki poszczególnych badań nie są identyczne.
Czyli nie będę Ci obiecywać:"Zacznij angielski, a Twój mózg odmłodnieje o dziesięć lat."Nauka tak nie działa.
Ale możemy powiedzieć coś, na co mamy znacznie lepsze podstawy:dorosły mózg nadal ma zdolność zmieniania się pod wpływem uczenia.A język jest dla niego naprawdę złożonym zadaniem.
Trzeba słuchać.Zapamiętywać.Wydobywać informacje z pamięci.Łączyć je.Reagować.Przełączać uwagę.Próbować ponownie.
I przede wszystkim - używać tego, czego się uczymy.
"Słyszałam, że języki chronią przed demencją"
To jest ten moment, w którym bardzo łatwo zrobić z ciekawej nauki efektowny nagłówek.A my nie chcemy.
Badania nad wielojęzycznością rzeczywiście przynoszą interesujące wyniki.
Metaanalizy wskazują, że u osób dwujęzycznych objawy demencji w części badań pojawiały się przeciętnie później niż u osób jednojęzycznych.
Ale.Te dane nie dają podstaw, by obiecywać, że nauka języka zapobiega demencji albo chorobie Alzheimera.
I jest jeszcze jedna bardzo ważna różnica.Wieloletnia dwujęzyczność to nie to samo co rozpoczęcie kursu angielskiego w wieku 38 lat.
Dlatego nie będziemy mówić:"Zapisz się na angielski, żeby nie mieć Alzheimera."To byłaby obietnica, której badania nam nie dają.
Co więcej, badania sprawdzające, czy rozpoczęcie nauki języka w późniejszym wieku poprawia ogólną pamięć lub inteligencję, nie dają jednolitego obrazu.
I to jest OK.Nie potrzebujemy dorabiać angielskiemu cudownych właściwości, żeby uznać rozwój za wartościowy.
Bo może największa zmiana wcale nie wydarzy się na rezonansie
Może wydarzyć się któregoś dnia, kiedy pomyślisz:"Pół roku temu nie potrafiłam tego powiedzieć."A teraz potrafisz.
Kiedy pojedziesz na wakacje i tym razem to Ty zapytasz o drogę.Kiedy zrozumiesz fragment rozmowy.Kiedy obejrzysz coś po angielsku i nagle złapiesz żart bez napisów.
Kiedy Twoje dziecko zapyta:"Mamo, a Ty też masz dzisiaj angielski?"i odpowiesz:"Mam."
Bo ono się rozwija.I Ty też.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko rozmawiamy
Kiedy jesteśmy dziećmi i nastolatkami, rozwój jest czymś oczywistym.Ciągle jest jakiś następny etap.
Nowa szkoła.Prawo jazdy.Studia.Pierwsza praca.Pierwsze samodzielne mieszkanie.
Ciągle czegoś jeszcze nie umiemy - i ciągle czegoś się uczymy.
A potem przychodzi dorosłość.I bardzo łatwo zamienić:"Co jeszcze chciałbym umieć?"na:"Co jeszcze muszę dzisiaj zrobić?"
Być może właśnie dlatego własny rozwój może dawać tyle satysfakcji.
Nie dlatego, że cofamy czas.Tylko dlatego, że znowu doświadczamy siebie jako osoby, która może nauczyć się czegoś nowego, zrobić postęp i dojść gdzieś, gdzie jeszcze jej nie było.
To daje energię.I poczucie:"Ja też jeszcze rosnę."
"Tylko czy to nie jest trochę egoistyczne?"
Jeżeli masz dzieci, być może właśnie tutaj pojawia się największy hamulec.
Godzina czy dwie w tygodniu na własny angielski to czas, którego nie przeznaczasz na coś innego.
I łatwo pomyśleć:"Może powinnam w tym czasie zrobić coś dla dzieci."
Tylko że dbanie o rozwój dzieci i dbanie o własny rozwój nie muszą ze sobą konkurować.
Możesz być rodzicem i nadal być człowiekiem, który ma własne cele.Możesz wozić dziecko na zajęcia i samemu mieć swoje.Możesz chcieć, żeby ono poznawało świat - i nadal być ciekawym świata.Możesz inwestować w jego przyszłość, nie rezygnując przy tym z własnej.
A może nawet pokazujesz wtedy coś, czego nie da się dobrze wytłumaczyć samymi słowami:że uczenie się nie jest czymś, co robimy tylko dlatego, że jesteśmy dziećmi i ktoś nam każe.Może być czymś, co wybieramy również dla siebie.
Więc po co Ci w tym wieku angielski?
Do pracy?Świetnie.Do podróży?Świetnie.Żeby kiedyś zmienić coś zawodowo?Świetnie.Żeby wreszcie zrobić coś, co odkładasz od kilku lat?Też świetnie.
A może jeszcze nie wiesz dokładnie, do czego doprowadzi Cię ten angielski.Wiesz tylko:"Chcę znowu zrobić coś dla siebie."
I naprawdę nie potrzebujemy tego powodu umniejszać.
Bo dbając o rozwój swoich dzieci, nie musisz rezygnować z własnego.
A jeśli ostatni kontakt z angielskim był w szkole i dziś wydaje Ci się, że trzeba zaczynać od początku - nie zgaduj.Sprawdźmy, co Twój mózg nadal ma.A potem zobaczymy, od którego miejsca warto ruszyć dalej.
Co dalej
- Test poziomu angielskiegoTest poziomujący online, a potem rozmowa. Dopiero razem pokazują, gdzie realnie jesteś.
- Splendid General English (A1-C2)Nasz główny program treningów językowych: bardzo małe grupy, mówienie od pierwszego treningu i SELF CHECK co pięć spotkań.
- Kursy angielskiego dla dorosłych w NamysłowieWszystkie ścieżki nauki w jednym miejscu - razem z warunkami, które da się porównać.